• Wpisów:710
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:10
  • Licznik odwiedzin:602 344 / 3968 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Całe życie coś odgrywałam. Gdy zależało mi za bardzo- udawałam obojętność, gdy czułam się słabo- udawałam pewną siebie na tyle, że wszyscy byli skłonni uwierzyć. Nikt by nawet nie przypuszczał, że na podziwianym miesiące temu zdjęciu stoję uśmiechnięta, ale i nafaszerowana antydepresantami, bez których nie mogłam podnieść się z łóżka.
Z takim talentem może też miałabym szanse na złoty indeks w szkole aktorskiej, jak mój najlepszy przyjaciel. Kiedy lekarz jesienią powiedział mamie, że ma raka- zamknęłam się w szpitalnej toalecie, żeby nikt nie widział jak płaczę, po czym powachlowałam się zeszytem, umalowałam i wróciłam do szpitalnego łóżka mamy, jak gdyby nic się tam nie stało. Wszystko było jak teatrzyk ukrywający moje prawdziwe emocje i ogrom przemyśleń. Nie udawałam tylko jednego. Miłości.
Aż doszłam do momentu, gdy zrozumiałam, że sama siebie oszukuję z tym że jest mi dobrze, gdy nie jest i że nie mam siły dłużej udawać. Rok temu o tej porze byłam tylko dziewczyną swojego chłopaka. Im bardziej czułam się osaczona- tym mniej miałam miejsca i swobody na to, by być sobą. Stąd tez coraz mniej było mnie we mnie samej. A im więcej pragnęłam osiągnąć i im bardziej zaczęłam się buntować przeciwko byciu czyjąś na wyłączność, tym bardziej spotykałam się z oporem i nienawiścią.
Kiedy zaczęłam okazywać niewytłumaczoną słabość- zostałam z nią sama. A że wolę nie mieć nic, niż mieć coś na niby- odeszłam. I dziś wiem, że gdybym bez względu na wszystko drugi raz miała podjąć decyzję, to zrobiłabym dokładnie to samo.
Patrząc wstecz- widzę jaka w przeszłości byłam przemądrzała. Wydawało mi się, że moja nadinterpretacja jest czytaniem między wersami. A pstro wiedziałam tak naprawdę i tyle samo rozumiałam. Nie wiem czy zgubiła mnie ambicja, choroba, nadwrażliwość czy nadmiar wrażeń, że doszłam do momentu, z którego przez długie miesiące się nie mogłam wydostać. Zamknęłam się w sobie na cztery spusty przed całym światem.
Po spędzeniu jakiegoś czasu na niemym wpatrywaniu się w okna autobusów, którymi jechałam do nikąd, postanowiłam wziąć się w garść.
Odwiedziłam wszystkich lekarzy, jakich miałam, dając się kuć co dwa tygodnie i tamując krew z nosa na co drugich zajęciach.
Któregoś dnia dotarło do mnie na jak wielkim rozdrożu stoję i co pozwoliłam zrobić ze swoim życiem. Zmusiłam się do działania i nagle, w przeciągu dwóch miesięcy zrobiłam więcej niż przez kilka lat.
Żeby odreagować popełniłam jeszcze kilka błędów, ale przecież nie jestem tak perfekcyjna jak tego od siebie wymagam. I pora spojrzeć na to trzeźwym okiem- nigdy nie będę.
Teraz wszystko jest inne. Każdego dnia teraz uczę się siebie na nowo.
Jestem pełna sprzeczności, ale już wiem, że ta niejednoznaczność wcale nie jest anomalią.
To po prostu ja. Czasami zbyt cicha, a czasem zbyt temperamentna. Krocząca do przodu z siłą ruskiego czołgu, ale i zdarza się, że bezradna wobec tego co się dzieje.
Nieprzewidywalna, skryta, ale z pozoru bardzo pewna siebie. Wrażliwa realistka ze specyficznym poczuciem humoru, ale początkowo dosyć oficjalna, przez co trudno do niej dotrzeć.
I rozumiem, że ciężka bywam w obyciu, a jednak zauważalnie pokorniałam, kiedy leżąc w męskich ramionach słuchałam przez całą noc Republiki, Dżemu i innych piosenek, które już dzisiaj nie powstają. I kiedy kolejny raz naprawdę niechcący zalałam alkoholem nieswój dywan, a jedyną reakcją było wytarcie mi zalanych dłoni i ucałowanie w czoło. Nie wiem czy on był bardziej uparty i nieposkromiony czy ja. Ale wiem, że dobrze było po tym wszystkim poznać kogoś, kto w całym tym trudnym zeszłym roku potrafił mnie jako jedyny rozśmieszyć na tyle, że zapominałam o całym świecie, wracając w środku nocy co poniedziałek. I kto potrafił czekać na mnie po zajęciach z filmem i kolacją.
Nawet jeśli teraz nie jest już to aktualne, chociaż wiem i przekonałam się, że nadal mogę na niego liczyć, w przeciwieństwie do człowieka obok którego zasypiałam przez ostatnie lata.
Bo przecież stety albo niestety- nic nie trwa wiecznie.
 

 
Zawsze zastanawiałam się jak to jest być człowiekiem świadomie beztroskim…
Bo nigdy wcześniej nie znałam tego uczucia.
Stale musiałam być za kogoś lub za coś odpowiedzialna.
Stąpałam niby twardo, ale rozważnie i po sto razy analizując każdy swój ruch.
Dziś już wiem jak to jest. Beztrosko dałam się ponieść chwili w sobotnią noc.
I nie jest to do końca to, co przychodzi dorosłemu człowiekowi automatycznie na myśl, ale jednak coś w tym jest. Spontanicznie dałam upust swoim emocjom.
Od początku roku nie miałam ani jednej możliwości, by poczuć się tak beztrosko.
Mój związek, który miał trwać do końca życia rozpadł się pół roku temu na kawałki, niczym wazon zrzucony z trzeciego piętra przez balkon.
Po prostu odeszłam, czując, że człowiek obok którego zasypiam zamienił swoje ciepłe serce na twardy głaz, a obietnicę daną mi wraz z początkiem roku na kilka piw.
I zostałam sama ze swoją chorobą, którą oczywiście przemilczałam. Bo jakżeby inaczej…
Twarda, dzielna Asia miałaby się przyznać do słabości komuś, kto już nawet nie chciał jej przytulić, gdy płakała...? Nie pytał nawet dlaczego. A w życiu!
I dobrze zrobiłam. Nie chcę go widzieć nigdy więcej.
Zostałam sama z wątpliwościami, ze strachem i żalem.
Skrajnie wyczerpany organizm i tak długo wytrzymał, zanim zaczął się buntować, a przyjaciele razem z rodzicami i moją rodziną szukali mnie po wszystkich pogotowiach w obawie, że zasłabłam tak, jak tamtego dnia rano.
Co było najgorsze w tym okresie życia?
Poproszenie własnego ojca, żeby usiadł obok i ze mną porozmawiał, co też uczynił, a po wszystkim nawet się nie pożegnał i wyszedł? Wybaczenie i podanie ręki dziewczynie, która rok temu tak wzdychała do mojego chłopaka, że aż była przyczyną jego lawiny oszustw?
A może zaliczenie całego semestru w 3 dni sesji poprawkowej, bo na pierwsze terminy zdarzyło mi się nie dotrzeć?
Nie. To nie to.
To coś jeszcze innego…
Nie będę się żalić na swój los. Dostałam ostro po dupie, przyznaję, ale dobrze jest wszystko przeżyć i wiedzieć, że teraz już nikt Cię nie oszuka, ani nie zmanipuluje Twoimi emocjami. Jednak z drugiej strony dużo gorzej wiedzieć, że nie jest się w stanie nikomu nowemu zaufać.

Kochałam pierwszy raz w życiu do utraty tchu i co z tego wyszło? Fiftongo.
Żyję więc sobie mechanicznie, nie wierząc już w miłość, porywy serca i tym podobne.
Miłość dla mnie nie istnieje. Do odwołania.
I już mnie usta jakoś nie bolą z niepocałowania.
Tylko małe wyrzuty sumienia mi latają w mózgu jak Ufo- nie wiem czemu.
Ale już nie muszę wszystkiego wiedzieć tak jak wcześniej. Wiem, że nie wszystko da się wytłumaczyć, obliczyć, zaplanować i rozjaśnić w głowie. Po prostu się nie da i tyle. Zwyczajnie. I żadna z tego anomalia. Tyle się już w życiu namyślałam, że mnie to zmęczyło.

I co? Zgubiłam klucze od domu, trzy dni dochodziłam do siebie po tym jak sobotniej nocy padłam obok łóżka a nie na nie, budząc współlokatorkę… a w najgorszym przypadku dostanę na uczelni porządny łomot.

Właściwie to nie żałuję. Głupotą byłoby żałować czegoś, co już się stało.
Żałować będę, jeśli czegoś zapragnę i nigdy tego nie zrobię, choć mam nadzieję, że mając spisaną listę planów, realizowanych z prędkością światła już mi to nie grozi.
Popłynę z prądem, bo mi życie ucieka.
  • awatar <A.>: @Harlequin Belle: to samo mi powtórzył R. kilka dni temu, zanim wyjechał... Trzymaj za mnie kciuki, żebym za kilka dni nie poraziła Cię widokiem swojego lima po łomocie, o ile będę miała pecha... ;) @pharmacien: Widzisz...ja z perspektywy czasu też widzę, że stało się dobrze odchodząc wtedy. Bo nikt mnie już nie oszukuje, nie rozlicza z każdej minuty spędzonej w sklepie, nie muszę sprzątać skarpetek spod łóżka, w międzyczasie znalazłam pracę, zarobiłam kilka tysięcy, zwiedziłam spory kawałek Polski, będę się opiekować dzieciakami na wolontariacie, nie musząc odpowiadać na pytanie: "po co ci to?", zdałam w końcu prawo jazdy, które już chciałam porzucić, schudłam 12kg i wg wszystkich zmieniłam się nie do poznania na +. ale... no właśnie- ale... A jak się skończyła w skrócie Twoja historia 'wiecznej' miłości?
  • awatar pharmacien: Ja już te wszystkie etapy mam za sobą... Też mi się kiedyś zdawało,że kochałam kogoś do utraty tchu, na zawsze... Teraz z perspektywy czasu wiem,że stało się dobrze...
  • awatar Harlequin Belle: nic nie dzieje się w życiu bez przyczyny! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Doszłam do wniosku, że jak masz miękkie serce, to twardy tyłek czasami nie wystarczy.
Właściwie to już wiem co oznacza stwierdzenie, że kochać to nie znaczy zawsze to samo.
Przez jakiś czas było tak miło. Cieszyłam się każdą chwilą, dopóki nie omieszkałeś sprowadzić mnie na ziemię swoim chamstwem.
To wszystko co ostatnio wspominałam, to jak sama już nazwa wskazuje- tylko wspomnienia. Czegoś, co się nie powtórzy.
Nie nadaję się do miłości XXI wieku. Każdy patrzy tylko na ilość, a jakość? Nie ważne. Nie ta, to kolejna, więc po co szanować.
A ja głupiutka udawałam mądrą, co to się nie przywiązuje, a poległam na ostatniej prostej.
I masz ci los. Nie ma już mnie.

Wesołych świąt niewdzięcznej miłości.
 

 
Właściwie to dzisiaj zrozumiałam to, jak bardzo Cię kocham. Dziś, kiedy jak taśma w magnetofonowej kasecie zaczęły mi się przewijać w myślach te wszystkie znaczące chwile.
Blok, do którego wnosiliśmy walizki, zaczynając nowy, dorosły etap w naszym życiu i związku. Balony, które pompowałam we wrześniu, gdy spałeś, żeby przywitać Cię kawałkiem ulubionego ciasta i urodzinowymi życzeniami, a do dziś jeszcze jakoś resztkami sił dają radę trwać na segmencie. Pomyślałam sobie wtedy, że to będzie taki namacalny znak upływającego nam tu razem czasu. Nie mogłam się doczekać, aż za oknem nowego pokoju nastanie w końcu wiosna, którą będziemy mogli przywitać razem.
Wspólnie wybrana choinka, którą przystroiliśmy na święta tak pięknie, że siedziałam przed nią kilka minut zanim nacieszyłam tym widokiem oczy.
Wigilijny barszcz z uszkami, po które stałam w sklepie aż pół godziny.
Przerażające sny, które przerywałeś wybudzając mnie z płaczu.
Twoje potwornie czułe spojrzenie, jakim darzyłeś mnie porankami i ramiona trzymające mnie kurczowo.
Pamiętam też dzień, w którym po raz ostatni wyszedłeś do starej pracy, ale już dwie godziny później siedziałeś obok, podając mi butelkę piwa i prosząc, żeby nie padły żadne słowa.
W sumie to tych chwil, które były przed wspólną przeprowadzką już tak wyraźnie nie pamiętam. Mieliśmy pozornie swoje cztery kąty, które z czasem wypełniane były miłością i bólem na przemian. A teraz trzeba będzie do takich chwil zacząć z powrotem się przyzwyczajać. Bo wkrótce nie będzie Cię obok, gdy otworzę rano oczy.

Może już wczoraj, a może dziś, zdałam sobie sprawę jak wiele rzeczy robimy nie myśląc. Jak bardzo potrafimy się ranić, nie żyjąc tak, jakby każdy wspólny dzień mógł być tym ostatnim, ale z pewnością że będzie jeszcze milion innych dni. To sprawia, że nie doceniamy siebie nawzajem. Pokazujemy, że mamy dumę, zamiast schować ją głęboko do kieszeni i ujawniać- ale to ile w nas miłości. Bezcelowe, prozaiczne czynności przysłaniają nam to, co naprawdę jest ważne. To, czego nie można kupić i co zdarzyć się może raz na milion. Ale nie... my i tak myślimy, że wszystko wolno i wszystko się należy… aż do momentu, gdy porządnie nie przetrzepie nas rzeczywistość.

Dziś czuję, że jestem sobą. Tą sobą, której od dawna szukałam. Może do bólu sentymentalną i wrażliwą, ale autentyczną.

Boję się. Tak bardzo boję się o nas i o siebie. Bo niezwykle trudno mi cofnąć się o ten duży krok, czując jak zapada się pode mną ziemia. Ale wiem, że Cię kocham. Nie platonicznie, bez złudnych nadziei i wyimaginowanych wierzeń. Kocham Cię takiego jakim jesteś. Nieidealnego, ale bliskiego mi tak, jak jeszcze nigdy nikt.
  • awatar Madam D.: Tak,czasami doceniamy dopiero po stracie, uświadamiamy sobie,że coś było ważne,że mogliśmy inaczej,czasami stanowczo za późno,ale NIGDY nie jest zbyt późno,by zdać sobie z czegoś sprawę,zacząć żyć i postępować inaczej. Czasami faktycznie jesteśmy zbyt pewni,myślimy,że nam się nie przydarzy... A kiedy się przydarzy,nogi się uginają,oczy się otwierają, mentalność się zmienia... Też jestem wrażliwą osobą,czasami zbyt dobrą.Wolałabym czasami być wredną su**ą, ale taka nie będę,bo taka nie jestem,bo właśnie taka jest już nasza mentalność.Jesteśmy silniejsze, mądrzejsze,ale w tym wszystkim dalej wrażliwe i sentymentalne. No i co?Ważne,że zdajemy sobie z tego wszystkiego sprawę i że jesteśmy sobą!
  • awatar Harlequin Belle: jak nikt inny potrafisz mnie wzruszyć do łez tym swoim pisaniem :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

" I dlaczego mimo wszystko komplikuję sobie życie
czemu skrywam wciąż przed Tobą to co pragnę Ci wykrzyczeć
czemu robię głupie błędy mimo błędów świadomości
czemu wikłam wszystko w sobie zamiast wszystko to uprościć...?"
 

 
Chyba nadeszła pora, by zrobić ukłon i uśmiechnąć się do własnej przeszłości.
Bez względu na to, jaka by ona nie była.
Każdy ma w sobie jakąś przeszłość. Lepszą, gorszą, bardziej lub mniej burzliwą... taką do której podchodzi emocjonalnie i skopałby ją najchętniej ciężkim glanem, albo taką, wobec której przeszedłby obojętnie, żeby nawet buta nie przybrudzić.
Ja swojej nie chciałabym ani skopać, ani przejść wobec niej obojętnie.
W sumie to... chciałabym jej tylko podziękować.
Za to, że mnie tylu rzeczy nauczyła, bo gdyby nie one, to nadal byłabym tylko nadmiernie myśląca trzciną na wietrze,
a tak- potrafię już wynieść konsekwencje ze starych błędów, by po raz drugi ich nie popełniać.
Ludzie przychodzą… i odchodzą, choć to czasem boli, albo zostają robiąc nam rzeczy, które bolą wcale nie mniej.
Zapominają o sobie znając się od przysłowiowej podszewki i gonią nie wiadomo za czym do utraty tchu i resztek moralności, czy też nie pamiętają, bo wygodniej nie pamiętać.
Ale powiedzmy sobie dziś szczerze: że wszystko toczy się tak jak miało się potoczyć.
Każda kula u nogi prędzej czy później się zrywa z łańcucha.


Jeśli wiara- to tylko w dobre jutro- byle nie w plany.
I mówię to ja- istota, która nawet na ustną maturę poszła bez planu i bez przygotowanej prezentacji, a i tak wyszła na tym najlepiej.
Wszystko co ma być, będzie i tak... mimo, że bierne czekanie jest tylko dla głupców.
A ja przecież potrafię walczyć o to, na czym mi zależy, a przede wszystkim- uwielbiam adrenalinę, czego przykładem jest chociażby fakt, ze dałam się ‘wystrzelić’ 60 metrów nad ziemię ze swoim lękiem wysokości. I mam ochotę na więcej.

Gdy patrzę teraz z boku na własne życie, to aż się zaczynam uśmiechać widząc, że zwykły dzień dzięki jednej osobie potrafi stać się piękniejszy od wyidealizowanych filmów.
Kocham może i chwilami nieumiejętnie, nierozsądnie, bywam marudna, oschła i wylewam na wierzch swój typowo włoski temperament… ale jestem tylko kobietą, która nie przypuszczała, że jeszcze kiedyś nadmiar czułości w życiu ją przerośnie, a apogeum własnego szczęścia może być tak blisko.

Na chwilę obecną- nie za bardzo rozumiem własne motywy, które skłaniały mnie do zaprzestania pisania tutaj. Ale pal licho.
Mam ochotę raz na jakiś czas wrócić do tego miejsca. Wiem- to przecież tylko witryna... ale ja od zawsze byłam sentymentalna- a właśnie tutaj był mój początek.


Jeśli istnieją jakieś najbardziej krępujące pytania, to zapewne już takowe zadałam…
…a jeśli jakichś nie zadałam, to pewnie dlatego, że o nich zapomniałam.

Co więc nam pozostaje dzisiaj?
Zaśmiejmy się z własnych błędów, rozdmuchnijmy niedopowiedzenia i przyklaśnijmy nadziei, która doprowadziła nas do tego miejsca, w którym dzisiaj jesteśmy.

Tamto już było.
Teraz czeka nas już tylko przyszłość.
  • awatar <A.>: @Sentymentalna.!: Taki mój urok dwoistej natury ;)
  • awatar Sentymentalna.!: ten blog i One Republic są tak różne, jakby pisały to dwie różne osoby :) wracaj też tutaj, taką wersję ciebie też lubię czytać :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Raz coś się kończy, raz coś zaczyna...

Postanowiłam się pożegnać z tym miejscem.
Coś pękło.
I nie. To nie wróci do normy z czasem.
Niektóre rzeczy nie wracają.
Nie będę tego dokładnie wyjaśniać, bo chyba sama nie umiem tego wszystkiego do końca pojąć.
Mam problem z wydostaniem z siebie nawet kilku na pozór prostych spraw... a przecież nie o to na własnym blogu chodzi, by milczeć.

"Nikt o tym nie mówił, więc nikt o tym nie słyszał."...

Momentami nie da się dokładnie ująć tego, co siedzi w środku, albo te słowa gubią- ukazując zupełnie inną rzeczywistość od realnej.
Wychodzi na to, że nigdy nic nie jest dokładnie takie jak to, co widzimy.
A dwa dna to chwilami o jedno za dużo...
Pomylić się więc można częściej, niż tylko czasami.

Nie jestem nikim niezwykłym.
Nie mam nadprzyrodzonych zdolności, nie potrafię przeżywać połowicznie, ani uciszyć tego głosu, który czasem aż krzyczy we mnie coś, czym od dłuższego czasu nie dzielę się ze światem.
Wiem też, że nie żyję normalnie, bo widzę wszystko zupełnie inaczej niż inni.
Pewnie dlatego przytrafiają mi się dosyć nietypowe rzeczy...

Licznik pokazuje jak wiele dni na tym blogu minęło, choć z perspektywy czasu można by uznać, że wszystko upłynęło tak szybko jak zaledwie jedna doba.
Tak właśnie zagina się czas.
Przez te niespełna 3 lata ewoluowałam kilka razy. Za każdym razem mocniej. Za każdym inaczej.
Pojawiłam się tu jako taka niepozorna jak dziecko we mgle Asieńka,
a teraz kończę już jako Asia, ale być może jeszcze nie jako Joanna.
...
Po drodze zrozumiałam coś, co na przyszłość lepiej będzie zapamiętać.
Minęły miesiące, gdy na niewypowiedziane pytanie odpowiadałam sobie własnymi wrytymi już w pamięć słowami:
'Więc Ty coś zrób i wyczaruj
siłę do życia, co się podtopiła w żalu.'
Teraz wszystko jest nowe. Inne.
Już nie ma sensu i siły wracać do tego, co było.

Mogę wyprzedzić wszelkie pytania i odpowiedzieć:
Tak. Jestem obecnie szczęśliwa. Po prostu.
Przeżyłam najlepsze i prawdopodobnie ostatnie w moim życiu tak beztroskie dwa miesiące, które minęły, a mimo to ja się nadal uśmiecham. Mam wspaniałych ludzi wokół siebie i żadnych widocznych powodów, by móc się uskarżać na życie.

Jeszcze kilka miesięcy temu 'stara' Asia tylko siedziała i planowała.
'Nowa' robi wreszcie więcej niż mówi. Nie na odwrót.

Odkryłam życie, w którym nie robię kilkunastu rzeczy naraz, tylko jedną- ale w taki sposób, że przynosi mi to satysfakcję.
Na dzień dzisiejszy nie ogranicza mnie już nawet moja rozpasana wyobraźnia, podsuwająca niejednokrotnie nierealne wizje.
Staram się żyć rzeczywistością, a nie jej wyobrażeniem.

Są sytuacje, które być może zawsze będą mi nasuwać na myśl konkretne aluzje... ale z tym się trzeba pogodzić.
Nie można nic więcej. Świat i tak jest pełen skojarzeń:
muzyka przywołująca na myśl określone osoby,
zapachy przypominające o konkretnych chwilach,
liczby kojarzące się ze starymi zwyczajami
filmy, które można by oglądać niezliczoną ilość razy
czyjś uśmiech, czyjeś spojrzenie, mały szczegół mijanego człowieka na gwarnej ulicy...

Bez względu na upływający czas niektóre fakty pozostają niezmienne.
Dalej mam słabość do piosenek, w których słychać mocne skrzypce,
'naturalnie' więcej niż 163 cm mieć nie będę...
... kartkę przy pisaniu zawsze będę odchylać w lewo, a pismo w prawo,
czytać najlepiej mi się będzie w wannie
pierwszy kawałek pizzy będę jadła bez ketchupu
a muzyki będę słuchać tak głośno jak się da, dopóki kompletnie nie ogłuchnę.
Będę miała jeszcze milion swoich nietypowych nawyków... bo kto normalny potrafi późnym wieczorem włożyć dres i wybiec przed siebie w środku wielkiej ulewy?
Może już na zawsze pozostanę połączeniem nietypowych wypadków rodem z życiorysu filmowej Bridget Jones i ironii dr House'a...
Nigdy nie zbuduję niczego na fałszywym fundamencie...
i choćby wszyscy ludzie na Ziemi mieli odmienne zdanie od mojego, to w żadnym wypadku nie pójdę za tłumem.

Nie mogę przewidzieć jak się cokolwiek potoczy.
Zdam się na to, co przyniesie czas.
Jeżeli los człowieka jest z góry zapisany...
- to będzie co ma być.

O swoich planach nie powiem nic.
Jeśli uda mi się spełnić kilka marzeń to przyjdzie moment na ich wspominanie.
Ale jeszcze nie teraz... nie za wcześnie i nie bez pokrycia.

W woli podsumowania:
ten blog to jedna z najlepszych decyzji, które w życiu podjęłam.
Niby nic wielkiego. A jednak.
Wspomnienia spisane w zdania uda mi się ocalić od zapomnienia.

Nie wiem ilu osobom chciało się czytać te moje zazwyczaj pokrętnie brzmiące i niejednokrotnie długie wywody, ale mam nadzieję, że swoim pisaniem wniosłam choć odrobinę czegoś pozytywnego.
Może ktoś zapamięta coś więcej niż tylko te wpisy- czasami wymijające, wyblakłe i szare słowa, zagubionej jeszcze wtedy w sobie dziewczynki...

Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna.
I życzę udanego przelewania swojego życia w słowa.
_________________

"Najtrudniej jest przeżyć następne pięć minut.
Życie- to jest następne pięć minut.
Najczęściej trzeba coś przełożyć z miejsca na miejsce,
a potem z powrotem na to samo miejsce,
wstać, usiąść, pójść, zareagować.
A jednak nie ma innego życia
jak tylko następne pięć minut.
Reszta to wyobraźnia."
________________
Chcę zostawić parę rzeczy za sobą.
Teraz już wiem...
Do zakończeń też trzeba dojrzeć.
________

*Jest jedno takie szczęście na Ziemi...*

.
  • awatar Gość: Joanno, tęsknie;(
  • awatar Gość: Nie kończ pisania! Nigdy nie komentowałem Twoich wpisów,bo nawet nie wiedziałem jak miałbym to zrobić,ale czytałem regularnie. Ktoś z takim dystansem do siebie i poczuciem humoru to rzadkość.
  • awatar dx0ne: no cóż, to :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

assalto
 
asienka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

zachowujsie
 
asienka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Pamiętam kiedy znalazłam się tu po raz pierwszy. Miałam zaledwie 15 lat... i nieco przekolorowaną wizję życia...
Wczoraj skończyłam 18-naście i mam wrażenie, że wszystko co w moim życiu najważniejsze, rozegrało się właśnie w przeciągu minionych dwunastu miesięcy.

Przeczytałam wszystkie wpisy sprzed roku aż do teraz.
Uśmiech powinien być moją jedyną reakcją...
Czasami uśmiech głupoty ile czasu musi minąć, by się człowiekowi oczy otwarły, czasem sentymentu.

Gdyby dziś albo jutro miały się spełnić moje marzenia sprzed prawie roku...
to nie poczułabym już wszechogarniającej radości
ani satysfakcji
ani spełnienia...
...poczułabym niechęć i cząstkę czegoś, co najdelikatniej można nazwać niesmakiem.
I jeśli Bóg istnieje...
... to wtedy... bez względu na to, że płynęły łzy, a życie stanęło w miejscu...
...on bardzo dobrze wiedział co robi, kończąc to wszystko tak, a nie inaczej.
Dziś mogę o tym powiedzieć bez cienia emocji, bez grama żalu i bez najmniejszej wątpliwości.
Jeśli jest coś takiego jak kobieca intuicja, to zapewne ona kazała mi kiedyś skądś uciec. Dziś wiem dlaczego...
Bo prócz chwil namiętności i uniesienia liczy się tez rozmowa- to, co ktoś ma Ci do powiedzenia, a Ty jemu.
Nie na pocałunkach ważne więzi się kończą.

Bóg dobrze wie, co robi.
Że ja wcześniej nie potrafiłam w to uwierzyć...

Przez ten ostatni rok uświadomiłam sobie, że całe życie może być kwestią chwili.
Ułamkiem sekundy i tysiącem wyborów, które możemy nazywać przypadkiem, ale w życiu przypadki nie istnieją.
Czasami chciałoby się powrócić do chwil, by coś zmienić. Ale się nie da.

I że jak się kocha wyobrażenie... to trzeba umieć zdać sobie sprawę z tego... że wyobrażenia kiedyś się zacierają.

Ale co najważniejsze: nauczyłam się, że trzeba być cierpliwym jeśli chodzi o spełnianie osobistych marzeń.

Na człowieka, który wtedy był dla mnie ważny napotykam się niemal codziennie.
Pod szkołą, w parku, przedwczoraj o mało nie potknęłam się o niego w sklepie,
ale mam ten komfort, że jeżeli chcę- mogę przejść niezauważona.
Chyba, że ubrałabym się tak samo...
Tak wiele się zmieniło, że nie zdołałabym tego opisywać... nawet nie próbowałabym...
_________

Coś - co tak trudno było (i jest) ująć w słowa
jest czymś o czym można by mówić wiele.
Ale po co to robić?
Czasem słowa są zbyt płytkie, zbyt małe i zbyt ulotne.
A to co niewypowiedziane na głos nieprzerwanie zostaje w środku.
Stamtąd nikt nie jest w stanie mi tego odebrać...

... choć pamięć ludzka jest taka niedoskonała...
Potrafi wymieść momenty, których w chwili ich przeżywania nie oddałoby się nikomu...
umniejszyć ich wagę, zatrzeć sens...
_________

Aż do wczoraj nie przypuszczałam nawet że mam tylu tak wspaniałych ludzi wokół siebie...
Gdy zobaczyłam w południe stojącą w moich drzwiach Olę, trzymającą własnoręcznie upieczony tort i śpiewającą mi gromkie: "Sto lat", musiałam się powstrzymywać, żeby nie zacząć ze wzruszenia płakać.
Karolina już dzień wcześniej wyciągnęła mnie wieczorem z domu, "żebym oderwała się od tej całej presji przygotowań"... policzyłam, że życzenia składała mi równo 5 razy.
Klaudia załadowała mi własnoręcznie napisanymi życzeniami skrzynkę pocztową,
a Sylwia tak długo składała życzenia przez telefon, że spóźniłabym się na własną mszę.
Cieszę się, że ich mam.


Gdybym umiała jeszcze mówić o tym, co czuję, to zapewne powiedziałabym swojej siostrze, że nie wyobrażam sobie tego roku bez niej... ona jako pierwsza pomagała mi spojrzeć na swoje życie z dystansem, z odległości, bez nadmiaru emocji...
Myślę, że i tak o tym wie...

Komuś powiedziałabym, że nie pozwolę, by stało się cokolwiek złego... i że będę zawsze.
Nawet gdy znowu będą nam stały łzy w oczach... bo to się nazywa przyjaźń.
Ty nie zostawisz mnie- a ja nigdy nie pozwolę spaść na dno Tobie...

A komuś jeszcze innemu powiedziałabym, że to wcale nie jest tak, że ja nic nie doceniam... tylko już mało mówię.
Bo więcej czuję.
____

Teraz ułożę strzępki siebie, które mi pozostały i nie pozwolę nikomu ukraść moich marzeń.
Bo wiem, że mogę. Mogę dojść do tego, o czym marzę.
Jedyne co mogę sobie obiecać to to, że nigdy się nie poddam.
Jeżeli kiedyś poczuję, że warto o coś walczyć, nawet po jakimś straconym czasie- zrobię to.


Przez pewien okres miałam wrażenie, że moje życie toczy się jak scenariusz ulubionego serialu... a że skończyło się zgodnie z treścią ulubionej książki... nic nie poradzę.

Skończyłam 18 lat...
Więcej grzechów nie pamiętam..
  • awatar dolly ♥: spóźnione ale szczere. Wszystkiego co najlepsze! :)
  • awatar zachowujsie: Brawo ! moim zdaniem jesteśmy jednym krokiem w domu ! wiesz o co mi chodzi ! wiesz dzięki tej notce przełamałaś granicę teraz powinno być już łatwiej ;**
  • awatar Anela: to Ty taka młoda jesteś??
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

niekochana
 
asienka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

asienka
 
zachowujsie
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

smbfswh
 
asienka
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

niekochana
 
asienka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.